
Źródło: FB. Okolice i Proszowice. Autor Leszek Jagiełło.
PROSZOWICKI SZPITAL: WINNI PACJENCI, WINNA PEDIATRIA, WINNY NFZ… TYLKO ORTOPEDIA JAKBY ZAWSZE BYŁA NIEWINNA Czytając wypowiedzi dyrektora Mierniczka, można odnieść wrażenie, że w proszowickim szpitalu problemem są właściwie wszyscy: NFZ, za mały kontrakt, brak pacjentów na pediatrii, ograniczenia dotyczące zabiegów, a nawet sami pacjenci, którzy najwyraźniej nie chcą wystarczająco często chorować. Jest tylko jeden szczególny wyjątek – ortopedia. Ta, kierowana przez tego samego człowieka, który jest jednocześnie jej ordynatorem i zastępcą dyrektora szpitala, najwyraźniej znalazła się poza strefą odpowiedzialności. Tutaj winny jest oczywiście NFZ, bo kontrakt za mały. Pediatria ma mało dzieci? Tragedia. Trzeba redukować łóżka. Tylko aż chciałoby się zapytać: skoro od dawna wiadomo, jakie jest obłożenie, to dlaczego kierownictwo szpitala nie zrobiło tego wcześniej we własnym zakresie? Przecież podobne argumenty pojawiały się przy oddziale położniczym. Tam też najłatwiejszym rozwiązaniem było ograniczanie, zwijanie i w końcu likwidacja. Teraz wygląda na to, że w proszowickim szpitalu obowiązuje niezwykle oryginalna filozofia zarządzania: jeżeli oddział ma mało pacjentów – ograniczamy go, jeżeli ma dużo pacjentów – NFZ daje za mało pieniędzy, a jeżeli pieniędzy nadal brakuje – pacjent może zapłacić z własnej kieszeni.I tutaj dochodzimy do najciekawszego fragmentu całej historii. Szpital ma odzyskać około 12 milionów złotych poprzez ograniczenie świadczeń, a lekarstwem na brak pieniędzy mają być między innymi zabiegi komercyjne. Czyli pacjent najpierw czeka, bo „nie ma kontraktu”, a później dowiaduje się, że może nie czekać, jeśli zapłaci. Piękny system. NFZ mówi „nie”, szpital mówi „proszę zapłacić”, a pacjent dostaje wybór: kolejka albo portfel. Najbardziej kuriozalne jest jednak to, że przy omawianiu problemów finansowych ortopedii jakoś trudno usłyszeć pytania o odpowiedzialność kierownictwa za sposób organizacji tego oddziału. Ortopedia została uruchomiona z wielkimi nadziejami, miała być nową jakością i sposobem na lepsze wykorzystanie bloku operacyjnego. Dziś słyszymy, że 3,2 miliona złotych rocznie to za mało i że oddział bez większego kontraktu nie jest w stanie normalnie funkcjonować. Oczywiście, NFZ jest zły. Tylko czy naprawdę jedynym zadaniem dyrekcji jest poinformowanie mieszkańców, że pieniędzy jest za mało i trzeba będzie ograniczać świadczenia albo wprowadzać komercję? Bo jeśli pediatria ma za mało pacjentów, to trzeba redukować łóżka. Jeśli ortopedia ma za dużo potrzeb w stosunku do kontraktu, to trzeba czekać. Jeśli pacjent nie chce czekać, to może zapłacić. A jeśli pieniędzy nadal będzie brakowało, zapewne znajdzie się kolejny winny. Najlepiej taki, który nie siedzi przy stole dyrekcji. Może więc zamiast kolejny raz tłumaczyć mieszkańcom, dlaczego wszystkiemu winny jest NFZ, warto również odpowiedzieć na prostsze pytanie: co przez ostatnie lata zrobiło kierownictwo szpitala, aby te problemy przewidzieć, ograniczyć i rozwiązać? Bo zarządzanie szpitalem chyba nie polega wyłącznie na tym, żeby po fakcie wskazywać winnych i proponować pacjentowi kasę zamiast kolejki.A już najbardziej groteskowo brzmi to w sytuacji, gdy jeden człowiek jest jednocześnie ordynatorem problematycznej ortopedii i zastępcą dyrektora szpitala odpowiedzialnym za sprawy medyczne. Wtedy naprawdę trudno oczekiwać, że ktoś sam sobie wystawi ocenę niedostateczną. Łatwiej powiedzieć: NFZ nie dał, pacjentów za mało, procedury ograniczają, więc nic się nie da zrobić. Tylko mieszkańcy mogą w końcu zadać bardzo niewygodne pytanie: skoro za wszystko odpowiadają inni, to za co właściwie odpowiada dyrekcja?….link w komentarzu…
Pacjenci szpitala w Proszowicach przed alternatywą: czekaj albo płać. Źródło: https://dziennikpolski24.pl/pacjenci…/ar/c1p2-29342907...
Red.