środa, 20 maja

Józef Duniec ps. Orzeł Część III. Wstęp

WSTĘP

Instytut Pamięci Narodowej w Krakowie pismem z marca 2007 r. uznał Józefa Dunca zamordowanego w areszcie wojskowym w Bydgoszczy za pokrzywdzonego. Był to punkt zwrotny wyjaśnieniu tajemniczego zaginięcia Józefa Duniec, który w sierpniu 1946 r. powołany do wojska i do domu nie powrócił.

Józef Duniec jako uczeń Szkoły Handlowej widział, jak nad Radziemicami, na firmamencie nieba w dniu 1 września 1939 r. pojawiły się samoloty niemieckie, a były one czarne i ze swastyką. Mieszkańcy wiedzieli dobrze, że to początek wojny. Tego dnia poranek zapowiadał słoneczny, piękny dzień. Radziemicka Dolina pokryta była poranną mgłą. Od strony Miechowa nad Radziemicami przeleciało na niskiej wysokości kilka złowrogich, niemieckich samolotów. Odgłosy wybuchów bomb lotniczych oraz komunikaty radiowe potwierdziły, Niemcy rozpoczęły wojnę. Pierwsze walki z niemieckim najeźdźcą miały miejsce 4 września. Bombardowane były: Miechów, Słomniki, Kazimierza Wielka. Miejscowości te były bombardowane kilkakrotnie. W sklepach zabrakło żywności.

Od pierwszego dnia wojny ludność z zachodnich terenów Polski, masowo uciekała. Wszystkimi drogami i ścieżkami szły kolumny ludzi pieszo, na rowerach, wozach konnych. Uciekali z zachodu na wschód, aby nie dostać się w ręce niemieckich najeźdźców. Przez Radziemice największe nasilenie uciekinierów było w dniach od 2 do 5 września 1939 roku. Wrzesień był suchy i ciepły. Każda droga była dogodna. Wielu z nich pytało o drogę na Pińczów. Między uciekinierami były kobiety i dzieci. Zmęczeni, z odciskami na nogach, przechodząc przez wieś siadali pod drzewami prosząc o kawałek chleba, o wodę, o mleko dla dziecka, o owoce z sadu. Po krótkim odpoczynku i posiłku szli dalej.

W Kronice Szkolnej w Radziemicach, kronikarz napisał następujące słowa:

(…)Przez Radziemice przechodzi cała masa ludności. Słomniki zostały zajęte przez wojska niemieckie w dniu 6 września wieczorem, zaś Proszowice rankiem dnia 7 września. Przez Radziemice żadne oddziały wojskowe nie przechodziły.

Młodzi ludzie wstępowali do partyzantki. W okresie przynależności do partyzantki wszyscy byli młodzi. Wiek ich kształtował się w granicach 16-25 lat. Ten młody wiek partyzantów cechowała brawura, odwaga oraz młodzieńczy poryw do zbrojnych akcji. Spełnili patriotyczny obowiązek wiernie służąc Ojczyźnie. Zdecydowani byli na walkę, na śmierć i życie, z niemieckim okupantem. Wszyscy byli gorącymi patriotami, poświęcając swą młodość ideom walki o Niepodległość Polski. Okupanta niemieckiego wciąż utrzymywali w napięciu i niepewności dnia następnego. Niemiecki żołnierz czuł za plecami oddech partyzantów.

Dla partyzantów ideą było służyć Ojczyźnie nawet za cenę życia, walcząc o Niepodległą Polskę, z nienawidzonym niemieckim okupantem. Żołnierzy – partyzantów można ogólnie scharakteryzować w sposób następujący: ich postawę cechowała ofiarność, świadoma dyscyplina, ogromna bezinteresowność, wola walki i entuzjazm.  

Byli to partyzanci – ludzie niezwykli, ale zarazem zwyczajni, młodzi, szlachetni, odważni.

Wielu z nich jako starcy doczekali się wolnej, demokratycznej Polski, w której jednak antypolonizm przerażająco podmywa brzegi naszej Ojczyzny. 

Całym partyzanckim życiem byli blisko wroga. Można powiedzieć, że dzielił ich krok od wroga, którego przecież śmiertelnie nienawidzili, walcząc o wolną Polskę. Stali w szeregach partyzanckich, na leśnych przecinkach, apelowych zbiórkach, aby zbrojnie walczyć z niemiecką przemocą. Dla wielu z nich był to ostatni etap życia – choć byli przecież tak młodzi. Wielu w nich odniosło rany, które pozostały bliznami na całe życie. Były to rany często bardzo dokuczliwe. Wiele tych ran rozjadziło się ponownie po roku 1945, przez prześladowania i represje NKWD i UB.

Józef Duniec wiedział, że wolność z ludzkiej kropli krwi wyrasta. Ginęli najlepsi synowie, a ci, którzy nie złożyli życia w ofierze, wyparci przemocą przez z nienawidzonego wroga, opuścili własną ziemie idąc na tułaczkę. Uniknęli w ten sposób komunistycznego reżimu i represji bezpieki. Tak postąpiło wielu partyzantów z rejonu Radziemic. Wyjechał do Ameryki dowódca Oddziały AK Fundament Benedykt Szastak. Józef Duniec pozostając w Polsce ukrywał się przed Milicja i UB z Miechowa, wyjeżdżając z Radziemic do rodziny w Krakowie.

 Okupacja niemiecka Radziemic i okolicznych miejscowości trwała do 15 stycznia 1945 roku. Była to straszna okupacja, pełna germańskiego barbarzyństwa, ludobójstwa i pożogi. Dziś, po latach oceniając ten patriotyczny zryw do walki z wrogiem, trzeba stwierdzić, że wieś polska stanęła i tym razem na najwyższym poziomie. W obliczu społecznej krzywdy i z patriotycznego obowiązku mieszkańcy wsi samorzutnie z własnej woli, nie pytając nawet, jakie będzie przyszłe oblicze Polski, stanęli do walki z Niemcem, schodząc do podziemia, tworząc różne organizacje. Obok syna i córki stojących z bronią w pierwszym szeregu, w drugich szeregach stawali rodzice, ojciec i matka gotowi zawsze nakarmić i utulić ranę sercu zadaną. Wszyscy gotowi byli oddać wszystko, choćby przyszło im dać za wolną i Niepodległą Polskę nawet najwyższą cenę – cenę własnego życia. Duża była to armia mieszkańców rejonu Radziemic, działająca w cywilnych formacjach ruchu oporu, czynnie wspierająca zbrojną działalność partyzancką. Udzielano walczącym partyzantom pomocy materialnej, schronienia dla rannych, dostarczanie żywności, podwód, zapewnienia noclegów, punktów kontaktowych, przechowywanie broni, amunicji, tajnych dokumentów, drukarni gazet konspiracyjnych.

W dniu 6 grudnia 1944 r. w godzinach popołudniowych w Kątach, gmina Łętkowice, przeprowadzona została zbrojna akcja przez patrol Oddziału Armii Krajowej z batalionu „Skała”. Oddziałem dowodził Zygmunt Kawecki pseudonim  Mars. Zlikwidowano wówczas 3 żandarmów, w tym komendanta posterunku w Dalewicach kapitana żandarmerii Baumgartena, kata tych okolic, wyjątkowego polakożercę i sadystę. W akcji tej zginął rolnik Łokas, mieszkaniec Kątów. Jeden z partyzantów został ciężko ranny.

Na drugi dzień po tym wydarzeniu młodzi mężczyźni z Radziemic, opuścili wieś w obawie przed pacyfikacją, oddalając się na wschód, w kierunku Lasów Sancygniowskich i Kazimierzy Wielkiej. Obserwowali dalsze wydarzenia nie wiedząc co żandarmeria z Miechowa może robić. Wśród nich był również Józef Duniec, który dobrze pamiętał pacyfikację wsi Nasiechowice, dniu 1 lipca 1943 roku, w której za sprawą Baumgartena za-mordowano 50 osób; wśród nich były niemowlęta i starcy.

Józef Duniec, ps. Orzeł, Żołnierz Armii Krajowej Oddziału Fundament walczył o wolną, niepodległą Polskę, o Polskę powszechnej równości i społecznej sprawiedliwości.

Orzeł po II wojnie światowej podczas utrwalania ustroju komunistycznego w Polsce był żołnierzem Armii Krajowej. Po wyzwoleniu rozpoczęły się prześladowania akowców. Mordowaniem żołnierzy podziemia niepodległościowego zajmowała się cywilna bezpieka – Urząd Bezpieczeństwa Publicznego, a Wojsku Polskim była to Informacja Wojskowa – wojskowa bezpieka. Potwierdzeniem zbrodniczej działalności tych służb jest Józef Duniec. Zamordowany został 6 stycznia 1947 r. w areście wojskowym w Bydgoszcz,y bo był niepodległościowcem i należał do Armii Krajowej. 

O zbezczeszczeniu zwłok Józefa potwierdza wiele dokumentów. Największym obciążeniem oficerów śledczych Informacji Wojskowej w Bydgoszczy, było to, że ciało Dunca nie poddano oględzinom lekarskim, nie przeprowadzono sekcji i nie zwrócono rodzinie. Dla zatuszowania zbrodni, jak to wynika z dokumentów:

Postanowiono zwłoki spalić i upozorować, że został on zwolniony z aresztu z braku podstaw do kontynuowania śledztwa.

Na szczególna uwagę zasługuje pismo Prokuratora Naczelnego Prokuratury Wojskowej w Warszawie, z dnia 31 stycznia 1957 r. który postanowił o wszczęciu śledztwa w sprawie śmierci kanoniera Józefa Dunca.

W piśmie tym czytamy:

– Biorąc pod uwagę, że okoliczności, w jakich poniósł śmierć kanonier Duniec nasuwają podejrzenie, że mogło ona być następstwem czyjegoś zawinionego działania oraz, że wskazanym jest wyjaśnienie, w jakim celu upozorowano zwolnienie kan. Dunca z aresztu już po jego śmierci…

Od 2005 r. napływały do Instytutu Pamięci Narodowej w Krakowa, materiały dotyczące zbrodni z Warszawy, Bydgoszczy i z Gdańska. Jednoznacznie wyjaśniły okoliczności zaginięcia Józefa. Najbardziej porażające jest to, że do śmierci przyczyniło się kilku świadków z Radziemic, zeznających na posterunku Milicji Obywatelskiej w Prandocinie przed śledczymi Informacji Wojskowej z Bydgoszczy. Szczególnie jeden z nich będąc wówczas sołtysem, członkiem Polskiej Partii Robotniczej współpracował z Urzędem Bezpieczeństwa w Miechowie. Wielokrotnie denuncjował na Józefa oszczercze, kłamliwe informacje, że należał do ZWZ i WiN, wiedząc dobrze, że organizacje takie w rejonie Radziemic nie występowały.

W okresie okupacji niemieckiej Józef był bardzo aktywnym członkiem Armii Krajowej Oddziału Fundament w Radziemicach i bardzo czynnie brał udział w akcjach zbrojnych na terenie byłego powiatu miechowskiego.

Z Janem Duncem z Krakowa od roku 2005 poczyniliśmy duże starania aby odszukać miejsce gdzie mogą znajdować się szczątki zamordowanego Józefa – ofiary komunistycznego reżimu. Uważaliśmy, że jest to nasz polski obowiązek.

 Uważałem, że Józef ma prawo do tego, żeby jego szczątki zostały odnalezione i godnie pochowane na parafialnym cmentarzu w Radziemicach. O pomoc w tej sprawie zwracaliśmy się do Instytutu Pamięci Narodowej w Krakowie, Warszawie, Bydgoszczy i Gdańska. Otrzymaliśmy wgląd do porażających  materiałów.

W 1957 r. Prokurator Naczelny Prokuratury Wojskowej w Warszawie odnalazł tylko jednego z żyjących sprawców zbrodni – Jerzego Stępniewskiego. Pozostali zmarli lub opuścili Polskę przed rokiem 1956 wyjeżdżając do ZSRR. Oskarżony Stępniewski stanął przed Wojskowym Sądem Garnizonowym w Bydgoszczy, a oskarżycielem był Prokurator Instytutu Pamięci Narodowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu z Bydgoszczy.

Oskarżony Stępniewski zmarł na kilka dni przed ogłoszeniem wyroku.

                                                             Zbigniew Pałetko

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *