Jan Twardowski Żołnierzem Armii Krajowe w Radziemicach Oddziału Fundament

W okresie okupacji aktywnie pracował w szeregach Armii Krajowej w Rejonie Radziemic. Uczestniczył w szkoleniach żołnierskich w Lasach Sancygniowskich, gdzie przebywał na wielodniowych ćwiczeniach. Za czynną pracę w AK, był poszukiwany przez gestapo. Przez blisko dwa lata żyje w wielkiej tułaczce, by nie wpaść w ręce okupanta niemieckiego.
Był Żołnierzem Armii Krajowe.
W nocy na 19 maja 1946 roku Jana Twardowskiego nieznani sprawcy uprowadzili i zamordowali
W dniu 19 maja 1946 roku Jan Twardowski był służbowo w Miechowie, gdzie załatwiał ważne sprawy Spółdzielni Mleczarskiej „Przyszłość”. Z Miechowa wrócił późno w nocy. Bandyci czekali na niego przed domem. Kiedy wyprowadzał znajomego Wodę Jana, został przez bandytów porwany. Zamaskowani mordercy przyprowadzili go do mleczarni w Radziemicach, gdzie zabrali stężony kwas siarkowy. Następnie poprowadzili do zabudowań dworskich – stajni, gdzie odbył się sąd nad nim. Odczytano wyrok śmierci. Błagał o darowanie mu życia, bowiem niczego złego nie zrobił. Mordercy byli bezwzględni. Poprowadzono go przez gumno w stronę Błogocic. Po drodze spotkali stróża o nazwisku Skalski. Jan Twardowski pożegnał się z nim mówiąc: Już mnie żywego nie zobaczysz, zegnam cię. Wówczas jeden z bandytów przyłożył pistolet do głowy Skalskiego i powiedział: Jak tylko piśniesz słowo to czeka cię to samo co Twardowskiego. Prowadząc Jana, opuścili gumno dworskie udając się w kierunku miejscowości Błogocice. Na polu między Radziemicami a Błogocicami, w życie, kilkanaście metrów od drogi Twardowski został zamordowany.

Nekrolog umieszczony w 1946 roku w Księdze Pamiątkowej Spółdzielni Mleczarskiej „Przyszłość” w Radziemice
Jedenaście dni po zaginięciu Jana Twardowskiego, obok żyta, które należało do Kotyzy Franciszka z Błogocic pracowały dwie kobiety. Wykonywały przerywkę buraków. Jedna z nich przechodząc przez żyto natknęła się na zwłoki. Drogą z Radziemic w kierunku Błogocic szedł Nowak Stanisław. Był on trzecią osoba, która widziała i rozpoznała zwłoki Jana Twardowskiego, mówiąc do kobiet: To będzie Jasiu z mleczarni.

Fragment wpisu okolicznościowego, poświęconego tragicznej śmierci Jana Twardowskiego w Księdze Pamiątkowej Spółdzielni Mleczarskiej „Przyszłość” w Radziemicach.
Z każdą minuta gromadziło się coraz to więcej ludzi. Ciało owinięto w płachtę i przyniesiono do szopy, która stała koło Sklepu Spółdzielczego Jedność w Radziemicach.
Bandyci byli okrutni. Twarz i ręce Twardowskiego polanę było stężonym kwasem siarkowym. Są przypuszczenia, że twarz kwasem mordercy polali jeszcze przed zastrzeleniem, bowiem spalone kwasem miał również ręce. Stąd przypuszczenia, że po wylaniu kwasu na głowę Twardowski bronił się i ocierał twarz rękami. Został zastrzelony. W tym czasie, w ten wieczór po jego porwaniu ludzie słyszeli trzy strzały. Żona i dwie córki zamordowanego również słyszały trzy strzały. Przebywały cały czas na polu, chodząc koło domu, czekając na porwanego Twardowskiego. Nie wrócił już nigdy. Ciało pozostawili w życie na pastwę losu. Bandyci zabrali pieniądze, które miał przy sobie. Pozostawili srebrny zegarek, znajdujący się w kieszonce spodni. Prawdopodobnie nie znaleźli lub obawiali się, że zegarek może ich zdradzić i dlatego go nie zabrali. Wrócili do domu. Pozostali nadal wiernymi członkami Polskiej Partii Robotniczej i kościołowi, do którego uczęszczali na niedzielne nabożeństwa. Foto i Tekst Zbigniew Pałetko